niedziela, 18 listopada 2007

Pudło

stoi zapakowane w pokoju i czeka.
Będzie szło 3-4 tygodnie. Może zdąży na święta.
Taka perwersja mi sie włączyła, żeby tam wrzucić troszkę empanadas, od Rubena z dołu i może jakieś sushi...
Przypominają mi się dwie rzeczy: jak moja babcia wysłała paczkę z łakociami do mojego brata i źle ją zaadresowała, ale w końcu ją dostał: wielką bombę zarazkową;
oraz paczka z "Przystanku Alaska"... co oni tam włożyli do środka? Termometr, którym wszystkim mieszkańcom Sicely mierzono temperaturę - czyli kolejna bomba pełna zarazków.
To był serial!!!

A potem ja poszła w artspejs.

I ja dotarła do Galapagos.

Nie da sie ukryć, że przestrzeń super.
Ale wybór pomiędzy "Big Lebowskim"
(Donny: Are these the Nazis, Walter?
Walter Sobchak: No, Donny, these men are nihilists. There's nothing to be afraid of.)
a polsko-rosyjskimi dokumentami (projekt pod kuratelą Mateusza Wernera: nasi jada do Rosji, Rosjanie przyjeżdżają do Polski).

Wybrałam dokumenty i udało mi się zobaczyć kapitalny film o Licheniu (odkręcane główki Madonny, pogańskie krzyże, skromny dom pani architekt...) Aliony Połuniny oraz "Nasiona" Wojtka Kasperskiego - film obsypany nagrodami. I słusznie - dawno nie widziałam tak mocnej rzeczy: delikatnej, intymnej i po prostu opowiadającej historię. Góry Ałtaju i przedziwna rodzina, do której reżyser trafił przypadkiem - pomieszanie dobrych i złych duchów, szamanizm stosowany, nieszczęścia i codzienne życie. "Zjesz sobie ziemniaki z cukrem..."

A potem poszłam w Bróklin

i w bróklińskie i grinpojnckie butiki.

Słynne zagłębie vintage storów nawiedziłam, ja z polski dziewczyna w rozmiarze L.
I nie zakochałam się - tak jak wszyscy w Beacons Closet, tylko w Buffalo na Driggs.
Bo o ile Beacons Closet robi wrażenie - setki ubrań w fabryce - stare nylonowe koszule obok Prady za 20 $ (rozmiar Petitte i kolor ohyditte) czy bucików Charles Jourdain, to jednak dla kogos z -ekhem!- krajów Bloku Wschodniego (jak to kurde powiedzieć, że by nie użyć postkomunizmu, żeby nie użyc komunizmu, żeby nie użyć...) to VINTAGE nie robi żadnego wrażenia. Za to koszule Diesla za 20$ - tak.
Kupiłam sobie 2 płaszcze za 50$. Sukces szperacza i zima idzie w jednym.

Brooklyńskie sniadania


mogą wiele nauczyć: jak wyglądał gubernator z Kalifornii zanim zabrał się z politykę, jakie są najciekawsze zmyślone religie świata, i jak wyzwolić w sobie swojego wewnętrznego komentatora sportowego. I to wszystko nad porcjami arepas świeżym soku z mory i marakuji i kolumbijskiej kawie.

Dodałam pare linków do daily photos of NYC.

żeby można było popatrzeć na miasto.
Ja już nie umiem wyciągnąć aparatu.
Takie małe zboczenie, kiedy człowiek za bardzo czuje sie (bądź aspiruje do roli) insiderem. He he.
A tak naprawdę wszystkiemu winien jest obiektyw i kolor lumiksa , który tu mam - gdybym miała lumix-notatnik, pewnie byłoby łatwiej. A z tym czuję się jakbym wyciągała Mamiyę... :)))))))

OKNA

Jednym z widoków, którym chciałabym się podzielić i jedną z rzeczy, które sprawiają mi największą przyjemność w Nowym Jorku są okna cudzych mieszkań po zmroku. Siedzę przy zgaszonym świetle na East Village i zaglądam w okna chłopakowi, który najpierw skręcał łózko, potem instalował komputer, teraz już normalnie zaczyna istnieć w mieszkaniu. Zaglądam do mieszania z wielkim kryształowym kandelabrem zawieszonym nad... piętrowym łóżkiem, gdzie powierzchnia pokoju pozwala jeszcze tylko na wstawienie barokowej toaletki. Oglądam obraz nad kanapą w pokoju, gdzie od obrazu większy jest telewizor. Oglądam przygotowywanie makaronu przez tutejszą Amelie, która hoduje na oknie bazylie, ale chyba o niej zapomniała, bo bazylia kwitnie na potęgę - nawet stąd widzę fioletowe kwiatki.
Nigdzie nie mogę znaleźć takich zdjęć Nowego Jorku. Przypomina mi się tylko Schizuka Yokomizo, która zrobiła projekt fotograficzny: wysyłała wyselekcjonowanym osobom prośbę o to, by staneli w okreslonym momencie przed swoim oknem. Robiła im wtedy zdjęcie. "Model/ka" i autorka mieli sie nigdy nie spotkać... Czy ten eksperyment sie udał?
Trochę tak czuję swoje nowojorskie podglądanie.

sobota, 17 listopada 2007